thumb image

Nie ma to jak zespół – Dobromiła Lechendro-Fruga

Kategoria: Artykuły różne

           Kilka lat temu trafiłam do pracy w podstawówce. Wcześniej w szkole bywałam jedynie jako matka. Znałam więc jej rzeczywistość z innej strony. Poza tym dwójka moich dzieci chodziła do podstawówki w Szwajcarii. To, co mnie tam zastanowiło, to dwie rzeczy. Pierwsza z nich to to, że w czasie roku szkolnego nauczyciele często spotykali się i pracowali w zespołach (wydarzenia szkolne były zwykle organizowane w grupach kilku klas). Zdarzały się dni tzw. wewnętrznego szkolenia, gdy dzieci nie przychodziły do szkoły, a nauczyciele szkolili się i wspólnie planowali pracę, starsi stażem nauczyciele wspierali młodszych.

Drugą rzeczą, która ogromnie mnie zdziwiła było to, że przez cały okres pobytu w szkole moich dzieci (czyli 6 lat) ani razu nie widziałam pedagoga szkolnego. To, że istniała taka funkcja wiedziałam z informacji, jakie szkoła przesyłała rodzicom. Pewnego dnia zapytałam wychowawczynię mojej starszej córki, czy maja kogoś takiego, jak pedagog szkolny i czy pracuje on z dziećmi. Okazało się, że owszem jest, ale spotyka się z niewieloma dzieciakami w naprawdę wymagających tego sytuacjach. Jego rola polega głównie na wsparciu nauczycieli. Kiedy jakiś nauczyciel ma problem z uczniem, udaje się do pedagoga i wspólnie (znów zespół!) opracowują plan pracy z danym dzieckiem. Dzieje się tak zarówno w sytuacjach, gdy dziecko ma trudności w uczeniu się, jak i wtedy, gdy zachowanie dziecka utrudnia prowadzenie zajęć. Powoduje to, że to nauczyciel jest dla dziecka i rodziców autorytetem, to on radzi sobie z problemami. Zarówno moje córki, jak i ja wiedziałyśmy, że jak będziemy mieć jakiś problem – udajemy się do wychowawczyni, bo na pewno uzyskamy pomoc. Być może nie od razu, może będzie musiała się zastanowić (czytaj: skonsultować), ale na pewno coś zaradzi.

          Początkowo wydawało mi się, że to jakieś dziwne. Przyzwyczajona, że „trudnymi” uczniami zajmuje się pedagog, zastanawiałam się, dlaczego w Szwajcarii pracują inaczej. Do czasu, gdy znalazłam się jako pedagog w polskiej szkole. Miałam i mam to szczęście, że w naszej szkole, odkąd pamiętam, był zatrudniony pedagog, psycholog i logopeda. Z czasem jedna z nauczycielek zajęła się terapią pedagogiczną. Od samego początku pracowaliśmy razem – logopeda, psycholog i ja, pedagog. Jakoś tak instynktownie przeniosłam wzór ze Szwajcarii. Wtedy wydawało mi się to naturalne i normalne. Po kilku latach moja pani dyrektor powiedziała jednak, że dopiero z moim przyjściem nastała era zespołu specjalistów. Podobno nie widziałam przeszkód i po prostu organizowałam pracę naszego zespołu. A ona była otwarta na nowe rozwiązania.

          W międzyczasie przestałam być pedagogiem szkolnym i zostałam terapeutą pedagogicznym. Udało się, w tej chwili po 9 latach nadal prężnie działa zespół specjalistów.  Mało tego, nowy dyrektor zarządził, że mają też powstać zespoły przedmiotowe i zespoły nauczycieli uczących w danej klasie.

          Spróbuję Wam przybliżyć, jak działamy. Raz w tygodniu odbywa się, trwające godzinę spotkanie specjalistów. Omawiamy wtedy tzw. „trudne przypadki”, dzielimy się tym, nad czym pracujemy obecnie, sukcesami i trudnościami, wspieramy się nawzajem, planujemy skoordynowane działania. Jeśli jakiś nauczyciel ma problemy w swojej klasie albo z jakimś konkretnym uczniem, przychodzi na nasze spotkanie i wspólnie omawiamy sprawę, wymyślamy możliwe rozwiązania. Zdarzyło się też tak, że problem „leżał” w nauczycielce, w jej postawie, wówczas nasza psycholog przejęła sprawę i pracowała z tą nauczycielką i jej klasą. Ponieważ dzieci z tej klasy były również na różnych zajęciach specjalistycznych, umawiałyśmy się, jaki przekaz idzie do dzieci, aby także poza salą lekcyjną kształtować ich postawę w pożądanym kierunku.     

          Niejednokrotnie mamy do czynienia z dziećmi mającymi ogromne trudności w nauce. Gdy jest to kwestia czytania, nasza logopedka – specjalistka od metody sylabowej prof. Cieszyńskiej, organizuje grupę osób, które pracują na co dzień z danym dzieckiem i wszyscy, pod jej kierunkiem, ćwiczymy z uczniem technikę czytania metodą sylabową. Dwa lata temu 5 osób (wychowawczyni, pedagog, logopeda, terapeuta i rodzic) pracowało tym sposobem z chłopcem, który jeszcze na początku II klasy nie czytał i po kilku miesiącach tak skoordynowanej pracy dziecko odniosło sukces – zaczęło czytać. Teraz nadal ćwiczymy technikę, ale możemy już przechodzić do czytania ze zrozumieniem.

Jeśli zdarzy się dziecko z innymi problemami w uczeniu się, zwykle ja koordynuję pracę z nim, angażując w to wychowawcę, specjalistę i rodziców. Tak jest w I etapie edukacyjnym. W II etapie, w momencie, gdy do szkoły trafia opinia psychologiczno-pedagogiczna jakiegoś ucznia, zbiera się zespół nauczycieli uczących w danej klasie i „odszyfrowujemy” zalecenia poradni. Pracuję jako terapeuta od dobrych kilku lat i nadal spotykam się z opiniami, które muszę kilkakrotnie przeczytać, aby zorientować się, o co chodzi. A, jak zapewne zdajecie sobie sprawę, ze slangiem poradnianym radzę sobie całkiem dobrze. Niestety i rodzice, i przedmiotowcy mają z tym językiem problem. Dlatego też tak potrzebne są te spotkania, żeby przetłumaczyć treść opinii „z polskiego na nasze”. Poza tym wspólnie wypracowujemy metody pracy z konkretnym dzieckiem, korzystamy nawzajem ze swoich doświadczeń, dzielimy się tym, co się sprawdza w pracy z danym uczniem.

          Jest jeszcze jeden ogromny plus pracy w zespołach. Nieraz miałam już taką sytuację, gdy na kolejnych zajęciach „dokopywałam się” do coraz to nowych trudności dziecka, albo zupełnie traciłam nadzieję, że uda się pokonać te trudności. Wówczas miałam koło siebie koleżanki, które podsuwały mi metody, które sprawdziły się na ich zajęciach i rzeczywiście dawało to rezultaty także na moich. Doskonale wiecie też, że czasem po prostu jesteśmy zmęczone monotonią tego, co robimy (jeśli w przypadku terapii pedagogicznej można w ogóle mówić o monotonii :). Pokonywanie trudności to mozolna praca zarówno dla dziecka, jak i prowadzącego zajęcia, a na efekty nieraz trzeba czekać miesiącami. Wówczas przydaje się ktoś, komu zdajemy relację z tego, co robimy, z postępów lub ich braku i to sprawia, że zaczyna nam się chcieć. Po pierwsze dlatego, że mamy się kogo poradzić a po drugie, że głupio co tydzień mówić: „nie ruszyło” albo „nic nie zmieniłam, robię tak, jak robiłam”. Koleżanki i koledzy w zespołach są jakby osobami, które w pewien sposób „rozliczają” nas z tego, co robimy. W naszej szkole na szczęście mamy takie relacje pomiędzy sobą, że odbywa się to w atmosferze przychylności i zrozumienia. Ale to też jest mozolna, codzienna praca nad budowaniem relacji, To wymaga czasu i cierpliwości, ale bardzo się opłaca.

Zdarzyło się tak, że jeden z kolegów „woził się” na plecach pozostałych specjalistów. Otrzymał informację zwrotną i w pewnym momencie został sam z zadaniami, których się podjął. Żadna z nas nie chciała z nim już współpracować. Ponieważ jego zajęcia w zasadzie się nie odbywały, a rodzice, uczniowie i nauczyciele nie mogli uzyskać jego pomocy, Dyrektor podjął decyzję o zmianie stanowiska, które zajmował. Teraz pracuje tam, gdzie jego „obijanie się” nie daje tak negatywnych efektów.

          Jeśli jesteście w stanie stworzyć kulturę pracy w zespołach w Waszej placówce, to zróbcie to, bardzo Was zachęcam. Naprawdę będzie Wam się lepiej i efektywniej pracowało. Grupa posiada cały zestaw kompetencji, które są często nieosiągalne u jednej osoby. Synergia tworzy się tam, gdzie różnice pomiędzy nami traktujemy jako siłę a nie zagrożenie.

Dobromiła Lachendro-Fruga

dlf

Doświadczony terapeuta pedagogiczny. Trener programów dla rodzin. Certyfikowany trener programów edukacyjnych oraz trener kreatywności w międzynarodowym programie Destination Imagination. Absolwentka pedagogiki ogólnej w KUL. Pracuje z dziećmi, rodzinami oraz nauczycielami, dokładając wszelkich starań, by odnaleźli skuteczne mechanizmy funkcjonowania w tym jakże dynamicznym i hałaśliwym świecie. Współautorka książki dla rodziców i wychowawców „Od przedszkola do Doliny Krzemowej”. Mama trójki dzieci, 21-letniej Sary, 18-letniej Marty, 13-letniego Svena.

Kontakt: 22 299 1970 lub terapia@fruga.net

ksiazka_s

Możliwość komentowania artykułu jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.