thumb image

Mój przepis na półkolonie w mieście.

Kategoria: Gabinet terapii

Muszę przyznać, że długo opierałam się przed zorganizowaniem letniego wypoczynku dla starszych dzieci w mieście. Wspaniali rodzice moich podopiecznych z wielkim entuzjazmem zapewniali mnie, że to dobry pomysł. Argumentowali, że dzieci nie chcą wychodzić z zajęć ze mną po dwóch godzinach zajęć. A gdyby mogły uczestniczyć w nich nieco dłużej niż dotychczas ? Dodawali przy tym, że mało jest w mieście ciekawych propozycji dla dzieci starszych. Byli pewni, że z wielką chęcią spędzą ze mną więcej czasu. To fakt, że nie każde dziecko (nawet duże) jest gotowe pojechać na „samodzielny” wyjazd z noclegami poza dom. Nie opierałam się dłużej, bo i dla mnie było to ciekawe wyzwanie. Poza tym warto zaufać innym, tym bardziej że zaufanie to podstawa naszej współpracy.

Przygotowując program półkolonii, miałam na myśli dzieci od 11 do 15 roku życia. To bardzo ciekawa grupa wiekowa o wyrobionym już guście i wysokich oczekiwaniach. Niezrażona taka perspektywą postanowiłam sprostać oczekiwaniom moich kolonistów. Ponieważ zaplanowałam poprowadzić dwa turnusy, a już na wstępie wiedziałam, że znajdą się na nich dzieci, które będą na obu, co mocno utrudniło przygotowanie obu programów. Wszak nie mogłam ich powtarzać. Założenie główne jakie przyjęłam na samym wstępie to stworzenie na każdy turnus motywu przewodniego, aby był to tygodniowy projekt, w którym dzieci poprzez działania poznają stopniowo zagadnienia z nim związane. Postawiłam sobie też cel, aby wykształcić lub wyćwiczyć konkretne kompetencje, które przydają się w życiu codziennym, na co bardzo mało czasu jest w szkole.

W każdym z turnusów postanowiłam wykonać lapbooki, które zbierałyby wszystkie informacje, jakie podczas półkolonii dziecko pozyska. Dzieci zostały zaopatrzone przez rodziców w smartfony (na początku każdego turnusu ustalaliśmy zasady korzystania z nich). Mieli też własne pieniądze z przeznaczeniem na zakup obiadów. Ten pomysł świetnie się sprawdził, kiedy dzieci samodzielnie wybierały z karty dań te potrawy, które chciały zjeść oraz dokonywały rozliczeń z kelnerem. Jest to ważna kompetencja, a w obecnych czasach , zdarza się że nawet 11-letnie dzieci nie dokonują takich czynności – we wszystkim zastępują ich rodzice. Oczywiście wybierałam takie miejsca, w których w ramach 20 – 22 zł mogliśmy zjeść smaczny i zdrowy dwudaniowy posiłek, tak więc fastfoody zostały skreślone z listy .

Na każdym z turnusów wykonywaliśmy wspólnie reporterską pracę, została uruchomiona specjalna przestrzeń w chmurze ze zdjęciami i filmikami, z dostępem tylko dla uczestników. Na funpage’u gabinetu umieszczałam natomiast relacje dzieci wyrażające na bieżąco emocje jakie przyniósł ze sobą każdy dzień. Dzieci nazwały je dobrowolnymi pracami domowymi. W trakcie półkolonii odbywały się również dobrowolne konkursy, np. wyszukiwanie odpowiedzi na pytania dotyczące odwiedzanych miejsc, robienie zdjęć tematycznych, układanie rymowanek, tworzenie kompozycji plastycznych itp.

Pierwszy turnus pt. Tropiciele, związany był przede wszystkim z poznaniem ciekawostek dotyczących naszego miasta. To ważne, bo czasem dzieci lepiej znają lepiej egzotyczne kraje niż rodzinne miasto. Mimo, że nie należę do entuzjastów dużej ilości elektroniki postanowiłam zapoznać dzieci z przydatnymi aplikacjami wpisanymi do telefonu, które pozwalają na lepsze radzenie sobie z różnymi zadaniami: google maps, wyszukiwarka safari, aparat telefoniczny z obrabianiem zdjęć itp. Dzieci poznawały dzielnice, ciekawe budynki, brały udział w miejskiej grze terenowej (oczywiście trzeba ją było przygotować wraz ze zdjęciami o wiele wcześniej, ale patrząc na zadowolenie jej uczestników – było warto!

Drugi turnus: Gazetolandia, wprowadzał jego uczestników w świat komunikacji, uczyliśmy się autoprezentacji, zabaw z gazetami i poznawaliśmy tajniki tworzenia dobrej informacji. W każdym z turnusów zaplanowałam spotkanie z seniorem, tak aby poprzez rozmowę z gościem, do której się przygotowaliśmy wcześniej, można było poznać życie z minionych – była to swego rodzaju lekcja historii. Muszę powiedzieć że był to strzał w dziesiątkę, oba spotkania wywarły na dzieci niesamowite wrażenie. Warto włączać w pracę z dziećmi ludzi, którzy przeżyli już nieco i mogą podzielić się swoimi doświadczeniami i przeżyciami. Każdego dnia oprócz zajęć w gabinecie i spotkań z ciekawymi ludźmi starałam się zorganizować ukierunkowane wyjście w teren – nie po to aby się przejść ale aby coś znaleźć, porównać, przeprowadzić wywiad, coś przeżyć, zobaczyć czy dowiedzieć się czegoś ciekawego o danym miejscu. 

Jednym z gości był również Pan Włodzisławowi Kuzitowicz, z którym utrzymuję bliskie kontakty od wielu lat. Był pod wrażeniem zainteresowania ze strony dzieci i atmosfery na półkolonii. Dzięki temu trafiliśmy na łamy e-gazety, którą prowadzi pod adresem obserwatoriumedukacji.pl    

Z perspektywy tegorocznych półkolonii wiem, że każda grupa wiekowa aby miło spędziła czas musi być on dobrze zaplanowany, niekoniecznie musi to być wyjście na basen, gra w piłkę czy oglądanie filmu. Każda grupa wiekowa, kiedy zaproponuje się jej aktywny, kreatywny program będzie chciała w nim aktywnie uczestniczyć. Cieszę się że moi uczestnicy wynieśli ze spotkań miłe wspomnienia i mimo swoich różnych problemów, potrafili je wspólnie pokonać i zobaczyć że wypoczynek bez gier komputerowych jest możliwy.
Już myślę nad tematami na kolejny rok – obiecałam tegorocznym uczestnikom, że coś wymyślę!

Anna Sowińska

 

Możliwość komentowania artykułu jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.