thumb image

Czy orzeł musi pływać, a delfin latać? – indywidualizacja raz jeszcze.

Kategoria: Artykuły różne

O indywidualizacji – pomysłach wdrażania oraz  potrzebie jej stosowania w pracy z dziećmi napisano już wiele. Samo pojęcie istnieje co najmniej od 10 lat w polskiej edukacji, przez cztery lata uruchomiono duże pieniądze przeznaczone na wdrożenie w życie pojęcia indywidualizacji i wyrównywania szans pomiędzy dziećmi. Dlatego, tym bardziej jestem zdziwiona jeżeli jeszcze dzisiaj czytam na nauczycielskich forach posty zdenerwowanych nauczycielek, które nie mogą zrozumieć, że niektórzy z ich uczniów pracują w wolniejszym tempie niż reszta klasy.

„Napiszcie proszę, jak radzicie sobie z dziećmi, które wolniej pracują? Cała klasa ma bardzo fajne tempo pracy. Dwójka dzieci- koszmar z przepisywaniem tekstu z tablicy… Muszę nadmienić, że dziewczynki piszą niesamowicie starannie, cud, miód, malina. Bardzo utrudnia mi to pracę na lekcji, pozostali uczniowie złoszczą się, bo bywa, że trzeba poczekać. Wprowadziłam minutnik, dawałam określony czas na przepisanie, nie wyrabiały się i płacz. Nie mam pomysłu, jak mogę im pomóc” .  (fragment wpisu)

Rozumiem, że młodzi nauczyciele nie znają narzędzi pracy na różnych poziomach bo nie mają jeszcze doświadczenia zawodowego – ale co w takim czasie robią na studiach, które właśnie skończyli? Dlaczego nie poznają sprawdzonych rozwiązań już na tym etapie swojej edukacji? Gdyby je poznali wcześniej nie rodziłyby się flustracje u nauczycieli w momencie kiedy ktoś stanie w obronie dzieci wolniej pracujących. Oto reakcja na próbę wyjaśnienia, że każdy uczeń ma własne tempo pracy i nalezy to uszanować:

„Ale litości. My nie piszemy o 15 zdaniach tylko o krótkiej notce z lekcji! Dziecko w klasie 3 (moja) naprawdę jest w stanie przepisać w ciągu 15 minut 5 zdań z tablicy. To nie są jakieś wygórowane wymagania. A ja akurat mam bardzo wolno piszące dzieci – i do tego całkowicie zdrowe. Paradoksalnie, dzieciaki z afazją (mam takie) i z dysgrafii Nie może cała klasa czekać na dwie maruderki. Nie nadążą na lekcji – biorą zeszyt i przepisują na przerwie lub w domu”.  (fragment wpisu)

– Czy my nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej nie możemy zaczekać i wspierać dzieci wolniej pracujące?

– Dlaczego uważamy, że dziecko  pracując wolno na etapie klas I – III nie da sobie rady w dalszej edukacji?

– Kto powiedział, że wszyscy mamy pisać w tym samym tempie?

– Co czują dzieci, które stale nie nadążają i widzą, że się na nie czeka?

– W jaki sposób rozwiązać problem uczniów wolniej pracujących?

Na szczęście w dyskusji odzywały się też głosy nauczycieli, którym praca z dziećmi o różnym tempie działania nie sprawia problemu – chociaż wymaga większego zaangażowania i przygotowania dodatkowych materiałów.

„Widziałaś chyba moje zajęcia o zwierzętach. Ja indywidualizuję dając np. pomoc w postaci koloru podczas szukania jakiejś zasady, albo klasa przepisuje, a dzieci z trudnościami mają część tekstu wydrukowanego i przepisują połowę, albo po prostu przepisują z kartki na swojej ławce. Dla zdolnych mam zawsze dodatkowe zadania/gry/rebusy/kolorowanki z kluczem itd.”(uczestnik forum nauczyciele wczesnoszkolni)

lub

„Ja też tak mam i zawsze rozdaje kserówki na prace domowa ci co szybciej pracują robią prace domowa w czasie kiedy słabsi robią to co na lekcji i wtedy nie mam tzw. przestojów lepsi nie noszą prac domowych do domu.”

dzieci-jak-motylekazdy-jest-inny

 

Pomysł dobry – chociaż w tym miejscu nie kategoryzowałabym grupy na lepszych i gorszych. Czy dziecko, które wykona prawidłowo swoją pracę, ale będzie ona krótsza od innej w klasie jest gorsze? Ono również wykonało pracę na miarę swoich możliwości i to prawidłowo. Ważne, aby przez klasę nie przepływał NIL – czyli nuda i lęk – czyli musimy zrobić wszystko aby każde dziecko w klasie znalazło ofertę dla siebie i na miarę swoich możliwości. Swoją drogą również na etapie edukacji wczesnoszkolnej jestem przeciwnikiem prac domowych. Pracując z uczniami, którzy mają problemy szkolne – te prace domowe są ich swoistą „drogą krzyżową”. Dzieci powinny mieć czas na wypoczynek od ciężkiej pracy w szkole, powinny mieć czas na zabawę i kontakty towarzyskie. Więc jak tylko możemy nie zadawajmy dzieciom prac domowych – a jeśli już koniecznie chcemy to zadbajmyo to,  aby ich wykonanie nie zajmowało sięcej niż 20 min.

Od dość długiego czasu podglądam pracę pani Barbary Taniewicz – ( polecam jej bloga: http://klasa2015c.blogspot.com/), i szczerze powiem, że to jak pracuje z dziećmi i jakie jest jej podejście do różnorodnych problemów, które napotyka w pracy z dziećmi w procesie edukacji, sprawia że serce się raduje. Ciesze się, że są tacy fachowcy, którzy lubią swoją pracę i są godnymi naśladowania mistrzami. Poniżej jedna z jej wypowiedzi dotycząca  dzieci  z wolniejszym tempem pracy.

„Powiem tak – miałam w poprzednim roczniku 1-3 dzieci z różnymi problemami, również takie bardzo wolno piszące, troje, do tego masa błędów przy przepisywaniu. Czekałam, ćwiczeniami wspierając motorykę, koordynację, koncentrację. 4 klasę skończyli z dobrymi wynikami. Dojrzeli, dane funkcje się wykształciły, umiejętność została opanowana. Nie wtedy, kiedy ja chciałam, tylko kiedy chciał organizm. Ratunku, tempo rozwoju jest różne, jest od-do. Układ nerwowy, wzrokowy, mięśniowy, kostny rozwijają się różnie, a muszą wszystkie być na określonym poziomie, żeby sprostać tempu pisania. A że to utrudnia nam pracę? Jesteśmy dorośli, jesteśmy fachowcami. Pomyślmy, jak to utrudnia życie tym dzieciom, jak je frustruje nasze niezadowolenie. Skoro dziecko pracuje w takim tempie, to na takie je stać obecnie (innym tematem jest dziecko które nie pracuje, bo nie chce, to odmienny problem).”

Zawsze jest jakiś powód, my musimy się tylko zastanowić i zadać kluczowe pytanie  – Dlaczego? Bez refleksji nie ma progresu w edukacji, dlatego nie bójmy się rozważań nad swoją pracą.

„A może mają zaburzoną orientację. Miałam takiego chłopca rok temu, przeczytał co ma przepisać z tablicy a zanim opuścił wzrok na zeszyt już nie pamiętał co było na tablicy. Problem rozwiązała kartka przed nim. Trochę pracy było bo musiałam wcześniej przygotować kartkę dla niego z której przepisywał to samo co było na tablicy.”

Niech podsumowaniem tego tekstu będzie kolejny wartościowy głos Barbary Taniewicz, która świetnie definiuje indywidualizację. Chętnie również na temat przeczytam komentarze pod wpisem, każdy pomysł jest warty podzielenia się.  Może to właśnie czas aby znowu do tego tematu powrócić.

„To nie jest prosta sprawa. Indywidualizujemy i dostosowujemy dzieciom młodszym, bo rozwój charakteryzuje się zróżnicowanym tempem i nie wszystkie zwyczajnie dojrzały do pewnych rzeczy. Dostosowujemy starszym ze stwierdzonymi dysfunkcjami, bo to dla nich to samo co okulary dla niedowidzącego na przykład – one pomagają mu widzieć, zmiana metod i form pozwala np dziecku z UU opanować materiał, zrozumieć go. Nie jesteśmy wszyscy równi, tacy sami, nie można uczyć orła pływania, a rekina latania – ta bajka jest oczywiście przerysowana, ale pokazuje, że w czasach coraz większej specjalizacji trzeba rozwijać szczególne zdolności, a inne potrzebne umiejętności kształtować na poziomie potrzebnym do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Nie mówię, ze wcale, ale z rozsądkiem. Owszem, każdy powinien umieć liczyć, ale czy każdy musi opanować całki czy logarytmy? Każdy powinien umieć poprawnie i biegle czytać i pisać, ale czy każdy musi pisać wiersze, na dodatek nazywając użyte w nich tropy stylistyczne? Należy się zastanowić, które umiejętności są naprawdę przydatne, a które zostawić dla tych, którzy się daną dziedziną interesują. Z mojego podwórka – nie rozumiem, po co drugoklasiście znajomość nazw pięter lasu lub warsztatu pracy rzeźbiarza. Takie mam przemyślenia w tym temacie.”

Pamiętajmy też,  że od kilku lat coraz szerzej w przedszkołach i szkołach stosuje się metodykę planu daltońskiego ( plandaltonski.pl ), która rozwiązuje wiele problemów indywidualizacji nauczania.

Anna Sowińska

Możliwość komentowania artykułu jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.