thumb image

A ja marzę o spokoju w edukacji…

Kategoria: Artykuły różne

Muszę powiedzieć, że od czasu przemian politycznych w naszym kraju czuję się coraz bardziej zaniepokojona tym co się dzieje. Wszyscy mówią o dobru dziecka, ale tak naprawdę, nikt o tym dobru nie myśli. Niezależnie od ugrupowań politycznych, każde z nich zmiany przeprowadza bardzo szybko i  bez refleksji czy nauczyciele, rodzice i dzieci są na te zmiany gotowi.

Ja jako miłośnik ogrodnictwa wiem, że najważniejsze dla dobrych zbiorów jest odpowiednio przygotowane podłoże. Natomiast decydenci w naszej edukacji w ogóle się tym nie przejmują a najważniejszy jest ich wizerunek w mediach,  jakieś „bredzenie” polityczne, które wcześniej zostało wypracowane w celu przypodobania się grupie zwolenników. No cóż, w źle przygotowanym na nasadzenia ogrodzie najwyżej rośliny nie urosną a plony będą mizerne. W edukacji jest to działanie na żywym organizmie,co jeszcze bardziej mnie przeraża.

Poprzez tempo zmian i nie zwracanie uwagi na ważne jego aspekty już nikt nie wie o co chodzi.

– Czy dzieci z klas piątych będą miały miejsce w gimnazjach czy nie?

– Czy w przedszkolach znajda się miejsca dla trzylatków?

– Co z podręcznikami (dopiero co wydanymi), programami na różny szczebel edukacji, itp?

Każda nowa opcja polityczna neguje działania poprzedniej. To trochę tak, jak zmieniający się na budowie fachowcy  – jeszcze nie znam grupy, aby chwaliła tę, która pracowała przed nimi.

W edukacji przede wszystkim potrzebny jest spokój. Na tym ogólnym narodowym chaosie tracą bowiem najbardziej dzieci. Rodzice mają mętlik w głowie i nie wiedzą co mają robić. Całe szczęście, że moje dzieci skończyły edukacje na różnych szczeblach bo coraz bardziej rozumiem tych z edukacji domowej, którzy niezależnie od opcji politycznych robią swoje.

Kiedy zakładano gimnazja ja pracowałam w szkole podstawowej i bardzo ucieszyliśmy się jako rada pedagogiczna, że zostaliśmy jako podstawówka – pobliska szkoła, którą przekształcono na gimnazjum połączyła się z naszą, ale to ich nauczyciele stracili pracę kiedy oddali swoje klasy, naszą kadrę dyrekcja „ocaliła”. Wówczas również nikt miał pracy nie stracić.

Minęło 15 lat ciężkiej pracy, nauczyciele nauczyli się radzić sobie z grupą gimnazjalną, a niektórzy nawet osiągają w tym zakresie bardzo dobre efekty. Narzekanie na gimnazja i szukanie w nich głównego źródła problemu w wychowaniu naszej grupy młodzieży jest mało poważne. To nie chodzi o gimnazja, ale ogólne podejście i brak przygotowania młodych ( i nie tylko) rodziców do pełnienia swojej funkcji. Popadamy od skrajności w skrajność od odrzucenia – i braku zainteresowania aż do życia życiem naszych dzieci zabierając im możliwość decydowania o sobie. To budzi największe frustracje u dzieci.

Po wysłuchaniu w radiu wywiadu z obecną panią minister byłam wielce zdziwiona, że głównym powodem cofnięcia 6 latków ze szkoły jest fakt, ze nasz system edukacji jest mocno sformalizowany, a małe dzieci muszą się bawić – w szkole bowiem jak zauważyła pani minister nie ma czasu na zabawę tylko dzieci siedzą w ławkach. Jak mam to rozumieć – to znaczy że dzieci siedmioletnie w ławkach już mogą siedzieć. A może całą tę energię, zamiast przewracać wszystko bez przygotowania, skierować na dobre przygotowanie nauczycieli do zawodu? Zmienić system rekrutacji? – bo jak zauważył profesor Muszyński nauczyciel to artysta. Powinniśmy więc wrócić do egzaminów z muzyki, plastyki rozmów z psychologiem i logopedą. Na pierwszym roku studiów wprowadzić coś na wzór asystenta nauczyciela i takie praktyki przez rok raz w tygodniu powinien młody adept odbywać aby stwierdzić czy ta praca w ogóle mu odpowiada.

Po latach pracy jako dyrektor placówki oświatowej mogę śmiało powiedzieć, że uczelnie zatrzymały się w czasie i nie przygotowują nauczycieli do swojej pracy. Adept wydziału pedagogiki dostaje dyplom i idzie eksperymentować na dzieciach i uczyć się warsztatu pracy – jeszcze jest nadzieja w dyrektorze, ale nie zawsze jest to możliwe.

Jeszcze nie widziałam reformy edukacyjnej, która myślałaby systemowo – każda z nich miała charakter rewolucji przerzucającej cała ciężką pracę na nauczycieli, którzy lepiej czy gorzej sobie z nią radzili. Następnie rozżaleni rodzice krytykowali działania, do których ani nauczyciele ani krytykanci nie byli przygotowani.

Myślę, że lepiej jednak zakładać ogrody – rośliny są bardziej odporne na beton.

 

Anna Sowińska

 

 

Możliwość komentowania artykułu jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.